Be healthy – be happy.

Zanim coś osiągniesz musisz czegoś od siebie oczekiwać. 
Ja od siebie oczekuje wytrwałości w postanowieniach, a Ty?

Od kiedy pamiętam, nigdy nie miałam większych problemów z wagą, regularnie, a nawet zawodowo uprawiałam sport, duża ilość wysiłku zdecydowanie wystarczała mi, aby moje ciało było w formie. Kilka lat temu, z powodu kontuzji byłam zmuszona przestać zawodowo trenować. Mój bardzo aktywny tryb życia, zamienił się w tryb siedzący, z niewielką aktywnością, która miała miejsce, gdy miałam przebłyski, że może jednak warto zainwestować w siebie. Oczywiście nie trwały one więcej niż 3 dni. W liceum zaczęłam palić papierosy, a idąc na studia objadać się niezdrowym jedzeniem. Obiad ‚na szybko’ w Mc, lub innej ‚restauracji’ typu fast. Widziałam, że moje ciało się zmienia. Wiedziałam, że nie należę już do osób szczupłych, jednak nie byłam też gruba. Byłam po prostu przeciętna. I chyba właśnie dlatego tak ciężko było znaleźć mi motywację. Oczywiście, codziennie przed snem mówiłam sobie, że jutro rano poćwiczę, ugotuję coś zdrowego, rzucę palenie i będę fit. Oczywiście, rano się budziłam i zapominałam o moich wieczornych przemyśleniach. A jak już mi się o nich przypomniało, to zawsze miałam jakąś wymówkę ‚od jutra, po weekendzie, po wakacjach, po sesji, od przyszłego tygodnia, od 1..’ powodów by to odwlekać było mnóstwo. Aż w końcu powiedziałam sobie DOŚĆ. Zapisałam się na siłownię, umowę podpisałam z góry na pół roku, żeby mi się przypadkiem po miesiącu nie odwidziało. Rzuciłam palenie, co jest moim małym, wielkim sukcesem. I staram się jeść zdrowo. Przechodząc do sedna, po co zaczęłam pisać tego bloga? Bo wiem, że wiele dziewczyn myśli tak jak ja. Nie chcę pisać, że chcę być Waszą motywacją,blablabla. Właściwie, to chyba w tym blogu szukam jeszcze większej motywacji dla samej siebie.Mam nadzieję, że to właśnie Wy dacie mi powera. Że może wymienimy się własnymi doświadczeniami, przepisami, kosmetykami..  A jeśli przy okazji, zainspirujemy kogoś, by też zaczął zmieniać swoje życie – to tym lepiej. Moja misja – wyjść w wakacje w krótkich spodenkach, nie myśląc o tym, że jak robię krok to wszystko mi się trzęsie :p Wiem, że 3 miesiące to mało czasu, i spektakularnych efektów nie będzie, ale każdy trening, każdy zgubiony centymetr, daje mnóstwo szczęścia i mnóstwo wiary we własne możliwości. Przyłączycie się?